wtorek, 29 lipca 2014

War... War never changes...


            Kawałek skały krążący w bezkresnej przestrzeni kosmosu. Dwieście osiem stopni poniżej zera. Tutaj wszystko może cię zabić. Każdy, najmniejszy nawet błąd pozbawi cię życia w ułamku sekundy. Albo wręcz przeciwnie - każe ci długo czekać na śmierć ze świadomością, że nie ma dla ciebie ratunku. To miejsce nazywa się Charon. I nie zna litości.
            Jest idealny, by trenować oddziały ekspedycyjne Armii Narodów Zjednoczonych, ponieważ nadciąga wróg całej ludzkości - Bykrianie. Kosmici, którzy w brutalny sposób przerwali ekspansję ludzi po kosmosie, którzy wypowiedzieli rasie ludzkiej wojnę. Wieczną Wojnę.
            Taki właśnie tytuł ma wydany w 1988 roku trzyczęściowy komiks, będący adaptacją powieści Joego Haldemana. Za przemianę książki w opowieść obrazkową odpowiada Mark Van Oppen - holenderski artysta komiksowy, znany szerokiej publiczności pod pseudonimem Marvano.



            Wieczna Wojna opowiada historię Williama Madelli, studenta fizyki siłą wcielonego do wojska i wysłanego na wojnę z Bykrianami (o tej nazwie wspomnę jeszcze później). Całym sercem nastawiony antywojennie Mandella stara się jakoś odnaleźć w militarnej machinie, bezlitosnej i nie liczącej się z jednostką. Ale nie tylko wojna staje się powodem problemów. Ze względu na odległości, mierzone w milionach lat świetlnych, konflikt, który rozpoczął się w 2010 roku trwa przez kolejne stulecia. Ale nie dla Mandelli i innych żołnierzy, którzy przez dylatację czasu odbywają ledwo kilka lat służby, a po powrocie do domu zastają swoją planetę zupełnie odmienioną. I nie potrafią się w tej nowej rzeczywistości odnaleźć. Cóż im zatem pozostaje? Wrócić na wojnę, której tak bardzo nienawidzą? 
           Historia stworzona przez Joe Haldemana ma charakter zdecydowanie antywojenny i w dużej mierze oparta jest na jego własnych doświadczeniach z Wietnamu i nie mniej bolesnych – z powrotu do kraju. Choć kosmiczne walki pchają fabułę do przodu, to równie ważne – a nawet ważniejsze – jest to, co dzieje się między nimi: Szpitalne sale wypełnione rannymi żołnierzami, Ziemia, której przemiany społeczno-kulturowe wywołują zagubienie i poczucie obcości wśród bohaterów, których ewolucja codzinności ominęła.
            Marvano przemienił Wieczną Wojnę w jeden z najlepszych komiksów hard S-F jakie kiedykolwiek powstały. Jego rysunki są przejrzyste, dynamiczne i świetnie pokazują zarówno naturalne plenery różnych planet czy statki kosmiczne, jak i różnorodność ludzkiej fizjonomii i emocji. Rysunki Marvano sprawiają, że nawet sceny walki statycznej, prowadzonej znad konsolety systemów bojowych są pełne napięcia.
            Kwestia wierności wobec oryginału nie wymaga dyskusji. Komiks wiernie oddaje wydarzenia przedstawione w książce i pomija tylko kilka wątków. Niektóre sceny wypadają nawet lepiej niż oryginał. Za przykład możprzykład może posłużyć rozstanie głównego bohatera ze swoją przyjaciółką Marygay. Marvano poświęcił tej scenie więcej miejsca, niż zrobił to Haldeman.
           Osobną kwestią jest natomiast adaptacja na rynek polski. Wieczna Wojna została wydana w roku 1990 przez Komiks-Fantastyka, dzięki której polski czytelnik mógł poznać wiele rewelacyjnych europejskich komiksów i chwali się, że redakcja podjęła decyzję o wydaniu tego tytułu. Jest jednak kilka rzeczy, które mnie osobiście bolą. Pierwsza to okładki. Komiks został u nas wydany w trzech częściach, ale tylko pierwsza posiada oryginalny rysunek. Pozostałe mają grafiki Luisa Royo (co samo w sobie nie jest złe) i tylko miniaturki oryginałów. Dlaczego? Nie mam pojęcia... Druga sprawa to tłumaczenie. W Fantastyce pracowali i nadal pracują świetni ludzie, znający się na temacie, ale tłumacz chyba nie bardzo wiedział, co robi. Najbardziej dziwi mnie przemianowanie rasy, z którą walczą ludzie. Bykrianie, oryginalnie nazywali się Taurianami i zupełnie nie rozumiem, ku chwale czego zostało to zmienione. Jestem w stanie wyobrazić sobie tok rozumowania (taurus - byk), ale zupełnie nie łapię sensu. W dodatku tłumacz chyba nie wiedział, kto jest kim, bo Marygay przez całą pierwszą część była facetem. Takich baboli jest więcej. Poza tym jest dobrze. Papier, na którym wydano komiks jest przyzwoity, tusz się na nim dobrze trzyma i nie brudzi.

            Na szczęście kwestie wydawnicze nie mogą przyćmić faktu, że polskiemu czytelnikowi dane było poznać jedno z najlepszych dzieł hard Science-Fiction jakie kiedykolwiek powstały. Współpraca dwóch mistrzów - pióra i pędzla - zaowocowała doskonałym dziełem.






Stopka:
Rok wydania: 1990-1991
Scenariusz: Marvano, Joe Haldeman
Rysunki: Marvano
Tłumaczenie: Barbara Janicka
Ilość stron: cz.1: 48, cz.2: 64, cz.3: 48

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wszelkie Prawa Zastrzeżone

Wszystkie materiały zamieszczone na tej stronie są własnością Szymona Gonera!

Umieszczanie ich na innych stronach, publikowanie, przetwarzanie, lub prezentowanie publiczne innego rodzaju, bez zgody autora jest zabronione!