niedziela, 13 grudnia 2015

Człowiek człowiekowi rosomakiem


            Obudziłeś się i nie wiesz gdzie jesteś. Wszystko jest obce, wrogie. Umieścili cię w jakimś zbiorniku, podłączyli rurki do każdego otworu ciała. Kim są oni - nie wiesz. Przez oszkloną taflę zbiornika widzisz ich - naukowców w białych kitlach, techników przy konsoletach. Nie masz pojęcia czego chcą, nigdy wcześniej ich nie widziałeś. Palce jednego z techników tańczą przez chwilę po klawiszach, a chwilę później twoje ciało niemal eksploduje bólem, przeszywającym twoje mięśnie, kości, wdzierającym się do mózgu, rozbijającym świadomość. Bólem tak dojmującym, że wszystko czego w tej chwili pragniesz, to umrzeć. Ale na to ci nie pozwolą.

            Wolverine - jeden z flagowych bohaterów uniwersum Marvela - jest postacią kontrowersyjną. I to z wielu powodów. Już sama konstrukcja postaci budzi wiele wątpliwości - jak z mutanta, którego zdolność do regeneracji czyni właściwie nieśmiertelnym, stworzyć postać, o którą czytelnik będzie się martwił? No bo o co się tu martwić? Umrzeć nie ma jak, rany - choćby najbardziej dotkliwe - prędzej czy później się zagoją i kolega rosomak będzie brykał sobie dalej. Czym się tu przejmować? Choć czytałem sporo ciekawych historii z udziałem Logana, trudno się nie zgodzić z takim podejściem. Odarcie aż do adamantowych kości nic nie pomoże, dekapitacja ponoć też nie. Więc co?
            Ale gdyby tak... obrócić wszystko do góry nogami?

            Spośród wszystkich historii o Loganie Weapon X uważam za najlepszą właśnie dlatego, że podchodzi do rzeczonego bohatera z zupełnie innej strony.
            Wyobraźmy sobie taką historię: Grupa naukowców prowadzi przerażający eksperyment, w którym chcą stworzyć super-żołnierza. W tym celu porywają bogu ducha winnego faceta – pijaczynę i awanturnika, za którym nikt nie będzie tęsknił. W bolesnym procesie zmieniają jego ciało, a  potem torturują umysł, by uczynić go bezgranicznie podległym ich woli. Ale coś idzie nie tak, eksperyment wymyka się spod kontroli i ofiara w brutalny sposób zaczyna mordować swoich oprawców.
            Brzmi jak typowy amerykański slasher? I tak powinno być! Bo Weapon X jest właśnie wariacją na temat tego filmowego podgatunku. Ale Broń X jest jeszcze lepsza, bo opowiada nie o jakimś niedookreślonym zamaskowanym psychopacie biegającym z – na przykład – maczetą, ale o postaci, którą doskonale znamy.
            Zastosowanie takiej konwencji pozwoliło wprowadzić również nowych protagonistów – zespół pracujący przy Eksperymencie X. Są to doktor Cornelius, który stoi na czele naukowców pracujących przy eksperymencie, Hines – techniczka odpowiedzialna bezpośrednio za proces wiązania adamantium i człowiek, który przedstawia się jako Profesor. To on zarządza całym eksperymentem i to z jego rozkazu Logan poddawany jest okrutnym torturom. W przeciwieństwie do pozostałych, na każdym kroku przedstawiany nam jest jako osoba antypatyczna.
            To właśnie z punktu widzenia tych trzech osób przedstawiona jest historia Broni X. Poznajemy ich poglądy, przemyślenia i wątpliwości.
            Weapon X ukazało się po raz pierwszy w 1991 roki i w całości wyszło spod ręki Barry'ego Windsor-Smitha. Znany przede wszystkim z komiksowej adaptacji Conana, stworzył zarówno fabułę mrocznej przeszłości Logana, jak i sam ją narysował. Bardzo ciekawy jest zabieg, zastosowany przez Windsor-Smitha, dotyczący prowadzenia narracji. Otóż nie znajdziemy tu nigdzie typowych dla komiksu wstawek typu „chwilę później”, „następnego dnia” czy tym podobnych. Cała narracja opiera się na dialogach między bohaterami i ma typowe dla zwykłej rozmowy elementy, jak niedokończone zdania, wtrącenia, zmiany tematu. Prowadzenie opowieści w ten sposób to prawdziwy majstersztyk!
             Kreska Windsor-Smitha doskonale koresponduje z opowiadaną przez niego historią. Głębokie cienie, mocne grube kontury, przytłumione kolory. Ponura atmosfera wyziera z każdego kadru.
            Pisząc niniejszą recenzję długo zastanawiałem się, do czego by się tu przyczepić... i niestety (czy może raczej - stety) nic mi nie przychodzi do głowy. Weapon X jest jednym z najlepszych komiksów jakie kiedykolwiek czytałem. Ponieważ nawiązuje swoją stylistyką do slashera, kieruje fabułę i bohaterów pewnymi szczególnymi torami, w niczym to jednak nie umniejsza wartości dzieła. Wszystko jest tu takie, jak powinno być w historii Wolverina: ponure, okrutne i przepełnione bólem.





Stopka:

Rok wydania: 1994
Scenariusz i rysunki: Barry Windsor-Smith
Tłumaczenie: Katarzyna Rustecka

wtorek, 29 lipca 2014

War... War never changes...


            Kawałek skały krążący w bezkresnej przestrzeni kosmosu. Dwieście osiem stopni poniżej zera. Tutaj wszystko może cię zabić. Każdy, najmniejszy nawet błąd pozbawi cię życia w ułamku sekundy. Albo wręcz przeciwnie - każe ci długo czekać na śmierć ze świadomością, że nie ma dla ciebie ratunku. To miejsce nazywa się Charon. I nie zna litości.
            Jest idealny, by trenować oddziały ekspedycyjne Armii Narodów Zjednoczonych, ponieważ nadciąga wróg całej ludzkości - Bykrianie. Kosmici, którzy w brutalny sposób przerwali ekspansję ludzi po kosmosie, którzy wypowiedzieli rasie ludzkiej wojnę. Wieczną Wojnę.
            Taki właśnie tytuł ma wydany w 1988 roku trzyczęściowy komiks, będący adaptacją powieści Joego Haldemana. Za przemianę książki w opowieść obrazkową odpowiada Mark Van Oppen - holenderski artysta komiksowy, znany szerokiej publiczności pod pseudonimem Marvano.



            Wieczna Wojna opowiada historię Williama Madelli, studenta fizyki siłą wcielonego do wojska i wysłanego na wojnę z Bykrianami (o tej nazwie wspomnę jeszcze później). Całym sercem nastawiony antywojennie Mandella stara się jakoś odnaleźć w militarnej machinie, bezlitosnej i nie liczącej się z jednostką. Ale nie tylko wojna staje się powodem problemów. Ze względu na odległości, mierzone w milionach lat świetlnych, konflikt, który rozpoczął się w 2010 roku trwa przez kolejne stulecia. Ale nie dla Mandelli i innych żołnierzy, którzy przez dylatację czasu odbywają ledwo kilka lat służby, a po powrocie do domu zastają swoją planetę zupełnie odmienioną. I nie potrafią się w tej nowej rzeczywistości odnaleźć. Cóż im zatem pozostaje? Wrócić na wojnę, której tak bardzo nienawidzą? 
           Historia stworzona przez Joe Haldemana ma charakter zdecydowanie antywojenny i w dużej mierze oparta jest na jego własnych doświadczeniach z Wietnamu i nie mniej bolesnych – z powrotu do kraju. Choć kosmiczne walki pchają fabułę do przodu, to równie ważne – a nawet ważniejsze – jest to, co dzieje się między nimi: Szpitalne sale wypełnione rannymi żołnierzami, Ziemia, której przemiany społeczno-kulturowe wywołują zagubienie i poczucie obcości wśród bohaterów, których ewolucja codzinności ominęła.
            Marvano przemienił Wieczną Wojnę w jeden z najlepszych komiksów hard S-F jakie kiedykolwiek powstały. Jego rysunki są przejrzyste, dynamiczne i świetnie pokazują zarówno naturalne plenery różnych planet czy statki kosmiczne, jak i różnorodność ludzkiej fizjonomii i emocji. Rysunki Marvano sprawiają, że nawet sceny walki statycznej, prowadzonej znad konsolety systemów bojowych są pełne napięcia.
            Kwestia wierności wobec oryginału nie wymaga dyskusji. Komiks wiernie oddaje wydarzenia przedstawione w książce i pomija tylko kilka wątków. Niektóre sceny wypadają nawet lepiej niż oryginał. Za przykład możprzykład może posłużyć rozstanie głównego bohatera ze swoją przyjaciółką Marygay. Marvano poświęcił tej scenie więcej miejsca, niż zrobił to Haldeman.
           Osobną kwestią jest natomiast adaptacja na rynek polski. Wieczna Wojna została wydana w roku 1990 przez Komiks-Fantastyka, dzięki której polski czytelnik mógł poznać wiele rewelacyjnych europejskich komiksów i chwali się, że redakcja podjęła decyzję o wydaniu tego tytułu. Jest jednak kilka rzeczy, które mnie osobiście bolą. Pierwsza to okładki. Komiks został u nas wydany w trzech częściach, ale tylko pierwsza posiada oryginalny rysunek. Pozostałe mają grafiki Luisa Royo (co samo w sobie nie jest złe) i tylko miniaturki oryginałów. Dlaczego? Nie mam pojęcia... Druga sprawa to tłumaczenie. W Fantastyce pracowali i nadal pracują świetni ludzie, znający się na temacie, ale tłumacz chyba nie bardzo wiedział, co robi. Najbardziej dziwi mnie przemianowanie rasy, z którą walczą ludzie. Bykrianie, oryginalnie nazywali się Taurianami i zupełnie nie rozumiem, ku chwale czego zostało to zmienione. Jestem w stanie wyobrazić sobie tok rozumowania (taurus - byk), ale zupełnie nie łapię sensu. W dodatku tłumacz chyba nie wiedział, kto jest kim, bo Marygay przez całą pierwszą część była facetem. Takich baboli jest więcej. Poza tym jest dobrze. Papier, na którym wydano komiks jest przyzwoity, tusz się na nim dobrze trzyma i nie brudzi.

            Na szczęście kwestie wydawnicze nie mogą przyćmić faktu, że polskiemu czytelnikowi dane było poznać jedno z najlepszych dzieł hard Science-Fiction jakie kiedykolwiek powstały. Współpraca dwóch mistrzów - pióra i pędzla - zaowocowała doskonałym dziełem.






Stopka:
Rok wydania: 1990-1991
Scenariusz: Marvano, Joe Haldeman
Rysunki: Marvano
Tłumaczenie: Barbara Janicka
Ilość stron: cz.1: 48, cz.2: 64, cz.3: 48

czwartek, 19 czerwca 2014

Mroczne Miasto cię przyzywa...



            Ciemna, burzowa noc roku pańskiego 1764. Farma niedaleko miasteczka Gotham. W wilgotnej piwnicy grupa odzianych w długie szaty mężczyzn odprawia czarną mszę. Przyzywają demona, by był na ich rozkazy. Na okrytym suknem stole leży młoda kobieta. Właściciel farmy, Jakub Stockman, unosi nad nią rytualny sztylet - krew ofiary ma uczynić demona posłusznym...
            Tak oto wygląda początek jednej z najmroczniejszych historii o Człowieku-Nietoperzu, wydanych w latach dziewięćdziesiątych przez TM-Semic. Tym razem wyzwanie obrońcy Gotham  rzuca Riddler, ale jego cele są niejasne – nawet jak na niego – a działania nie odpowiadają typowemu modus operandi. Ratowanie Batmana przed własnymi ludźmi mówi samo za siebie. Czego Zagadka chce od Nietoperza? Co jest na końcu tego labiryntu, przez który prowadzi bohatera? Pozwolę sobie nie odpowiadać na te pytania.
            Autorem niniejszej opowieści jest Peter Milligan. Muszę przyznać, że stworzony przez niego klimat zdecydowanie trafia w moje gusta. Ma on coś ze starych horrorów o przyzywaniu duchów, które wymknęło się spod kontroli. Największe wrażenie robi na mnie chyba niepewność Mrocznego Rycerza. Zna Riddlera, wie czego się po nim spodziewać, ale i tak odczuwa niepokój. Super-bohater odrysowany jest bardzo ludzko. Podświadomie wie, że coś jest nie tak i wciąż towarzyszy mu poczucie, że jest obserwowany. Napięcie budowane ze strony na stronę, prowadzi czytelnika do zaskakującego finału i pięknego, nawet nieco wzruszającego zakończenia.
            Jeśli chodzi o stronę wizualną to rysunki Kierona Dwyera doskonale wzmacniają atmosferę opowiadanej historii. Choć Dwyer raczej nie jest artystą mocno związanym z Batmanem, to jego rysunki doskonale tutaj pasują. Zresztą obaj panowie mają skłonność do psychodelicznych i alternatywnych tytułów.
            Żeby nie było idealnie, komiks ma też swoje mankamenty. Część z nich zawiera się w konwencji, która pozwala Riddlerowi na korzystanie z samosterujących się pojazdów czy jeszcze bardziej zaawansowanych technologicznie... Hmm... Chyba androidów... Jakoś zawsze gryzło mi się to z gotyckim obrazem samego Gotham. Inne mankamenty wynikają ze braku doświadczenia ze strony polskiego wydawcy. Mamy więc sporo literówek i brak zdecydowania w tłumaczeniu, skutkiem czego, główny antagonista ciągle przedstawiany jest jako "Riddler-Zagadka". Trzeba jednak pamiętać, że TM-Semic stawiało wówczas pierwsze kroki i rozumiem, że mogli nie mieć pewności, jakie nazewnictwo będzie lepsze dla polskiej edycji.
            Tak czy inaczej Batman, którego tytuł na okładce brzmi Na ulicach gdzie życie trwa jest kawałkiem świetnej historii. Jednej z moich ulubionych spośród starej polskiej edycji.







Stopka:
Rok wydania: 1991
Tytuł: Batman: Na ulicach gdzie życie trwa
Scenariusz: Peter Milligan
Rysunki: Kieron Dwyer

Wszelkie Prawa Zastrzeżone

Wszystkie materiały zamieszczone na tej stronie są własnością Szymona Gonera!

Umieszczanie ich na innych stronach, publikowanie, przetwarzanie, lub prezentowanie publiczne innego rodzaju, bez zgody autora jest zabronione!