Tym razem będzie troszeczkę coś innego. Recenzja, ale komiksu. Dosyć starego, ale wartego przeczytania.
Nowy Jork, pochmurny letni dzień w
Hell's Kitchen. To nie najlepsza dzielnica miasta, ale nawet tu - jak wszędzie
- można spotkać ludzi dobrych. Nawet bohaterów. Czasem wystarczy jeden gest,
jeden czyn. Niewidomy człowiek przechodzący przez jezdnię, ciężarówka, która
nie zdąży wyhamować i szaleńcza odwaga chłopca.
To tylko wstęp. Pierwszy krok w
opowieść o jednym z najsłynniejszych i najbardziej oryginalnych bohaterów -
Daredevilu.
Matt Murdock, stworzony przez
legendę komiksu, Stana Lee oraz Billa Everetta, po raz pierwszy pojawił się 1964 roku. Niewidomy prawnik, prowadzący wraz z
kolegą, Foggym Nelsonem, własną kancelarię, w nocy przywdziewa czerwony strój,
by walczyć z przestępczością. Można powiedzieć, że Daredevil jest Batmanem
uniwersum Marvela. Jest super-bohaterem bez super-mocy, swoje zdolności
zawdzięcza treningowi ciała i umysłu. Podobnie do Mrocznego Rycerza ma za sobą
bolesną przeszłość, która skierowała go na ścieżkę walki ze złem. Jednak w
przeciwieństwie do historii Bruce'a Wayne'a nie było to pojedyncze zdarzenie,
determinującego działania bohatera. Życie i świat Matta Murdocka są
zdecydowanie bardziej złożone.
Niestety polskiemu czytelnikowi
nigdy nie dane było poznać bliżej Czerwonego Diabła. Co prawda od czasu do
czasu pojawiał się gościnnie w różnych komiksach - głównie w The Punisher, gdzie jego metody były notorycznie przez Pogromcę mieszane z błotem - nigdy jednak nie poświęcono
mu należytej uwagi. Dopiero wydany przez TM-Semic, w serii Mega Marvel, komiks Daredevil: The Man Without Fear,
pozwolił bliżej poznać jego historię.
I to w nie byle jakim stylu.
Wymyślona przez Franka Millera i narysowana przez Johna Romitę juniora opowieść
przedstawia nam całe życie Matta Murdocka od czasów dzieciństwa, gdy stracił
wzrok, aż po jego pierwszą konfrontację z Kingpinem i narodziny Daredevila. W
efekcie dostajemy komiks o super-bohaterze bez super-bohatera. Czy to źle?
Bynajmniej! Proces tworzenia się herosa jest równie fascynujący, jak jego
późniejsze przygody. Na dodatek mamy możliwość poznać wiele postaci związanych z życiem Matta: jego ojca - boksera, a także Sticka, człowieka, który nauczył oślepionego chłopaka posługiwać się pozostałymi zmysłami. Na kartach opowiadanej przez Millera historii pojawia się również wielka miłość Daredevila - zabójcza i mroczna Elektra.
W przyszłym roku minie dwadzieścia
lat od chwili, gdy Man Without Fear
ukazał się w Polsce. Chodziłem wtedy do podstawówki i historię Czerwonego
Diabła czytałem z zafascynowaniem. Ale czy ta stara historia może wciąż się
podobać? A dlaczego nie? Czytając ją ponownie, na potrzeby niniejszej recenzji,
z przyjemnością zagłębiałem się w niezwykłe przygody Mutta Murdocka,
przeżywając wraz z nim jego wzloty i upadki.
To opowieść, którą ze szczerym
sercem mogę każdemu polecić.
Stopka:
Tytuł: Daredevil: The Man Without Fear
Scenariusz:
Frank Miller
Rysunki:
John Romita Jr.
Tłumaczenie:
Dariusz Matusik
