Ciemna,
burzowa noc roku pańskiego 1764. Farma niedaleko miasteczka Gotham. W wilgotnej
piwnicy grupa odzianych w długie szaty mężczyzn odprawia czarną mszę.
Przyzywają demona, by był na ich rozkazy. Na okrytym suknem stole leży młoda
kobieta. Właściciel farmy, Jakub Stockman, unosi nad nią rytualny sztylet -
krew ofiary ma uczynić demona posłusznym...
Tak
oto wygląda początek jednej z najmroczniejszych historii o
Człowieku-Nietoperzu, wydanych w latach dziewięćdziesiątych przez TM-Semic.
Tym razem wyzwanie obrońcy Gotham rzuca Riddler, ale jego cele są niejasne –
nawet jak na niego – a działania nie odpowiadają typowemu modus operandi.
Ratowanie Batmana przed własnymi ludźmi mówi samo za siebie. Czego Zagadka chce
od Nietoperza? Co jest na końcu tego labiryntu, przez który prowadzi bohatera?
Pozwolę sobie nie odpowiadać na te pytania.
Autorem
niniejszej opowieści jest Peter Milligan. Muszę przyznać, że stworzony przez
niego klimat zdecydowanie trafia w moje gusta. Ma on coś ze starych horrorów o
przyzywaniu duchów, które wymknęło się spod kontroli. Największe wrażenie robi na
mnie chyba niepewność Mrocznego Rycerza. Zna Riddlera, wie czego się po nim
spodziewać, ale i tak odczuwa niepokój. Super-bohater odrysowany jest bardzo
ludzko. Podświadomie wie, że coś jest nie tak i wciąż towarzyszy mu poczucie,
że jest obserwowany. Napięcie budowane ze strony na stronę, prowadzi
czytelnika do zaskakującego finału i pięknego, nawet nieco wzruszającego
zakończenia.
Jeśli
chodzi o stronę wizualną to rysunki Kierona Dwyera doskonale wzmacniają atmosferę
opowiadanej historii. Choć Dwyer raczej nie jest artystą mocno związanym z Batmanem, to jego rysunki doskonale
tutaj pasują. Zresztą obaj panowie mają skłonność do psychodelicznych i
alternatywnych tytułów.
Żeby
nie było idealnie, komiks ma też swoje mankamenty. Część z nich zawiera się w
konwencji, która pozwala Riddlerowi na korzystanie z samosterujących się pojazdów
czy jeszcze bardziej zaawansowanych technologicznie... Hmm... Chyba androidów...
Jakoś zawsze gryzło mi się to z gotyckim obrazem samego Gotham. Inne mankamenty
wynikają ze braku doświadczenia ze strony polskiego wydawcy. Mamy więc sporo
literówek i brak zdecydowania w tłumaczeniu, skutkiem czego, główny antagonista
ciągle przedstawiany jest jako "Riddler-Zagadka". Trzeba jednak pamiętać,
że TM-Semic stawiało wówczas pierwsze kroki i rozumiem, że mogli nie mieć pewności,
jakie nazewnictwo będzie lepsze dla polskiej edycji.
Tak czy inaczej Batman,
którego tytuł na okładce brzmi Na ulicach
gdzie życie trwa jest kawałkiem świetnej historii. Jednej z moich
ulubionych spośród starej polskiej edycji.
Rysunki: Kieron Dwyer

