piątek, 6 czerwca 2014

Nakopię ci do de!

      Dawno, dawno temu, gdy byłem jeszcze dzieciakiem zaczytującym się komiksami, marzyłem o tym, by być jak ci wszyscy superbohaterowie: Posiadać super-moce, walczyć z przestępcami i mieć klatę jak szafa trzy-drzwiowa. Wyszło z tego tyle, że nadal czytam komiksy. Nie żałuję - miałem fajne dzieciństwo.
     No, dobra. Ale co by się stało, gdyby ktoś naprawdę postanowił wdziać maskę, wyjść na ulicę i siać sprawiedliwość? Cóż... O ile nie byłby wyszkolonym komandosem, zapewne ktoś skopałby mu tyłek.
     Dokładnie tak, jak tytułowemu bohaterowi komiksu Kick-Ass. 
    Dave Lizewski jest nastolatkiem, nie różniącym się od całej masy innych nastolatków. Jak sam o sobie mówi nie jest ani klasową ofermą, ani klasowym geniuszem, ani klasowym kimkolwiek. Typowy, amerykański "everyman", w jego przypadku określenie na wyrost. Aż pewnego dnia sfrustrowany, zmęczony przeciętnością swego żywota, samotnością i kto go tam wie czym jeszcze, zakłada maskę i wychodzi na ulicę.
     Kick-Ass nie jest bohaterem, jakiego znacie z komiksów. Nie ma fajnego stroju, tylko kupioną na eBayu piankę do nurkowania. Nie chce nikogo pomścić czy też rozprawić się ze złem tego świata. Chce zwyczajnie zaistnieć. Chce być popularny i mieć tysiąc przyjaciół na MySpace (gdy powstawał komiks to właśnie był najpopularniejszy serwis społecznościowy). Jest bohaterem szytym na miarę młodzieży XXI wieku. I nie mówię tego w sposób pejoratywny. Ma takie same upodobania i takie same problemy, co daje młodym ludziom kogoś z kim mogą się utożsamiać. W fabule pojawiają się też inni "superbohaterowie". Jednych bardziej zajmuje walka z przestępcami, innych - lans. Do tej pierwszej kategorii zaliczają się Hit-girl i Big Daddy - absolutne perły tego tytułu.
     Mark Millar, twórca historii o Davie Lizewskim nie jest u nas zbyt popularny. Pisał scenariusze między innymi do Ultimates i Wolverine: Wróg publiczny. Jest również twórcą serii Wanted, na podstawie której powstał film z Angeliną Jolie. W efekcie pracy nad Kick-Ass, wyszedł mu prawdziwy majstersztyk. W tym komiksie niemal wszystko jest inne niż byśmy oczekiwali po historii o superbohaterach, a dialogi zwyczajnie rozkładają na łopaty.
     Za oprawę wizualną Kick-Assa odpowiada John Romita jr. Pisałem o nim ostatnio, przy recenzji Daredevil: The Man without Fear. Kreska zdecydowanie różni się od tej, którą mogliście podziwiać w przygodach czerwonego diabła (parę latek minęło), ale wcale nie zmieniła się na gorsze. Jest taka, jakiej ta opowieść potrzebuje: dynamiczna, bardzo kolorowa, ale wciąż bardzo charakterystyczna. Romitę juniora można lubić, bądź nie i choć jego X-meni nie przypadli mi do gustu, uważam, że jest świetny.
     Trudno pisać o komiksie Kick-Ass, bez porównania go z filmem, który ukazał się w 2010 roku. W mojej skromnej opinii, w zestawieniu z oryginałem film wypada cieniutko. Nie twierdzę, że sam w sobie jest zły, jest tylko trochę zbyt przerysowany, zbyt superbohaterski i mniej gorzko-szczery niż komiks. Poza tym – jak wiadomo – w telewizji (i kinie) pewnych rzeczy pokazywać nie wolno, a w komiksach już owszem. I choćby tylko dzięki temu komiksowy Kick-Ass kopie tyłek, a filmowy nie.
     Mnie historia (nie)superbohatera, Dave'a Lizewskiego, wciągnęła bez reszty. Zarwałem kawałek nocki, by przeczytać całe grube tomiszcze, na które składa się osiem części tej szalonej historii. Nie żałuję ani minuty.




Stopka:

Tytuł: Kick-Ass
Scenariusz: Mark Millar
Rysunek: John Romita jr.
Tłumaczenie: Robert Lipski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wszelkie Prawa Zastrzeżone

Wszystkie materiały zamieszczone na tej stronie są własnością Szymona Gonera!

Umieszczanie ich na innych stronach, publikowanie, przetwarzanie, lub prezentowanie publiczne innego rodzaju, bez zgody autora jest zabronione!