No, dobra.
Ale co by się stało, gdyby ktoś naprawdę postanowił wdziać
maskę, wyjść na ulicę i siać sprawiedliwość? Cóż... O ile
nie byłby wyszkolonym komandosem, zapewne ktoś skopałby mu tyłek.
Dokładnie
tak, jak tytułowemu bohaterowi komiksu Kick-Ass.
Dave
Lizewski jest nastolatkiem, nie różniącym się od całej masy
innych nastolatków. Jak sam o sobie mówi nie jest ani klasową
ofermą, ani klasowym geniuszem, ani klasowym kimkolwiek. Typowy,
amerykański "everyman", w jego przypadku określenie na
wyrost. Aż pewnego dnia sfrustrowany, zmęczony przeciętnością
swego żywota, samotnością i kto go tam wie czym jeszcze, zakłada
maskę i wychodzi na ulicę.
Kick-Ass
nie jest bohaterem, jakiego znacie z komiksów. Nie ma fajnego
stroju, tylko kupioną na eBayu piankę do nurkowania. Nie chce
nikogo pomścić czy też rozprawić się ze złem tego świata. Chce
zwyczajnie zaistnieć. Chce być popularny i mieć tysiąc przyjaciół
na MySpace (gdy powstawał komiks to właśnie był najpopularniejszy
serwis społecznościowy). Jest bohaterem szytym na miarę młodzieży
XXI wieku. I nie mówię tego w sposób pejoratywny. Ma takie same
upodobania i takie same problemy, co daje młodym ludziom kogoś z
kim mogą się utożsamiać. W fabule pojawiają się też inni
"superbohaterowie". Jednych bardziej zajmuje walka z
przestępcami, innych - lans. Do tej pierwszej kategorii zaliczają
się Hit-girl i Big Daddy - absolutne perły tego tytułu.
Mark
Millar, twórca historii o Davie Lizewskim nie jest u nas zbyt
popularny. Pisał scenariusze między innymi do Ultimates
i Wolverine: Wróg publiczny.
Jest również twórcą serii Wanted,
na podstawie której powstał film z Angeliną Jolie. W efekcie pracy
nad Kick-Ass,
wyszedł mu prawdziwy majstersztyk. W tym komiksie niemal wszystko
jest inne niż byśmy oczekiwali po historii o superbohaterach, a
dialogi zwyczajnie rozkładają na łopaty.
Za
oprawę wizualną Kick-Assa
odpowiada
John Romita jr. Pisałem o nim ostatnio, przy recenzji Daredevil:
The Man without Fear.
Kreska zdecydowanie różni się od tej, którą mogliście podziwiać
w przygodach czerwonego diabła (parę latek minęło), ale wcale nie
zmieniła się na gorsze. Jest taka, jakiej ta opowieść potrzebuje:
dynamiczna, bardzo kolorowa, ale wciąż bardzo charakterystyczna.
Romitę juniora można lubić, bądź nie i choć jego X-meni
nie przypadli mi do gustu, uważam, że jest świetny.
Trudno
pisać o komiksie Kick-Ass,
bez porównania go z filmem, który ukazał się w 2010 roku. W mojej
skromnej opinii, w zestawieniu z oryginałem film wypada cieniutko.
Nie twierdzę, że sam w sobie jest zły, jest tylko trochę zbyt
przerysowany, zbyt superbohaterski i mniej gorzko-szczery niż
komiks. Poza tym – jak wiadomo – w telewizji (i kinie) pewnych
rzeczy pokazywać nie wolno, a w komiksach już owszem. I choćby
tylko dzięki temu komiksowy Kick-Ass
kopie tyłek, a filmowy nie.
Mnie historia (nie)superbohatera, Dave'a Lizewskiego, wciągnęła
bez reszty. Zarwałem kawałek nocki, by przeczytać całe grube
tomiszcze, na które składa się osiem części tej szalonej
historii. Nie żałuję ani minuty.
Stopka:
Tytuł:
Kick-Ass
Scenariusz: Mark Millar
Rysunek: John Romita jr.
Tłumaczenie: Robert Lipski

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz