czwartek, 19 czerwca 2014

Mroczne Miasto cię przyzywa...



            Ciemna, burzowa noc roku pańskiego 1764. Farma niedaleko miasteczka Gotham. W wilgotnej piwnicy grupa odzianych w długie szaty mężczyzn odprawia czarną mszę. Przyzywają demona, by był na ich rozkazy. Na okrytym suknem stole leży młoda kobieta. Właściciel farmy, Jakub Stockman, unosi nad nią rytualny sztylet - krew ofiary ma uczynić demona posłusznym...
            Tak oto wygląda początek jednej z najmroczniejszych historii o Człowieku-Nietoperzu, wydanych w latach dziewięćdziesiątych przez TM-Semic. Tym razem wyzwanie obrońcy Gotham  rzuca Riddler, ale jego cele są niejasne – nawet jak na niego – a działania nie odpowiadają typowemu modus operandi. Ratowanie Batmana przed własnymi ludźmi mówi samo za siebie. Czego Zagadka chce od Nietoperza? Co jest na końcu tego labiryntu, przez który prowadzi bohatera? Pozwolę sobie nie odpowiadać na te pytania.
            Autorem niniejszej opowieści jest Peter Milligan. Muszę przyznać, że stworzony przez niego klimat zdecydowanie trafia w moje gusta. Ma on coś ze starych horrorów o przyzywaniu duchów, które wymknęło się spod kontroli. Największe wrażenie robi na mnie chyba niepewność Mrocznego Rycerza. Zna Riddlera, wie czego się po nim spodziewać, ale i tak odczuwa niepokój. Super-bohater odrysowany jest bardzo ludzko. Podświadomie wie, że coś jest nie tak i wciąż towarzyszy mu poczucie, że jest obserwowany. Napięcie budowane ze strony na stronę, prowadzi czytelnika do zaskakującego finału i pięknego, nawet nieco wzruszającego zakończenia.
            Jeśli chodzi o stronę wizualną to rysunki Kierona Dwyera doskonale wzmacniają atmosferę opowiadanej historii. Choć Dwyer raczej nie jest artystą mocno związanym z Batmanem, to jego rysunki doskonale tutaj pasują. Zresztą obaj panowie mają skłonność do psychodelicznych i alternatywnych tytułów.
            Żeby nie było idealnie, komiks ma też swoje mankamenty. Część z nich zawiera się w konwencji, która pozwala Riddlerowi na korzystanie z samosterujących się pojazdów czy jeszcze bardziej zaawansowanych technologicznie... Hmm... Chyba androidów... Jakoś zawsze gryzło mi się to z gotyckim obrazem samego Gotham. Inne mankamenty wynikają ze braku doświadczenia ze strony polskiego wydawcy. Mamy więc sporo literówek i brak zdecydowania w tłumaczeniu, skutkiem czego, główny antagonista ciągle przedstawiany jest jako "Riddler-Zagadka". Trzeba jednak pamiętać, że TM-Semic stawiało wówczas pierwsze kroki i rozumiem, że mogli nie mieć pewności, jakie nazewnictwo będzie lepsze dla polskiej edycji.
            Tak czy inaczej Batman, którego tytuł na okładce brzmi Na ulicach gdzie życie trwa jest kawałkiem świetnej historii. Jednej z moich ulubionych spośród starej polskiej edycji.







Stopka:
Rok wydania: 1991
Tytuł: Batman: Na ulicach gdzie życie trwa
Scenariusz: Peter Milligan
Rysunki: Kieron Dwyer

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wszelkie Prawa Zastrzeżone

Wszystkie materiały zamieszczone na tej stronie są własnością Szymona Gonera!

Umieszczanie ich na innych stronach, publikowanie, przetwarzanie, lub prezentowanie publiczne innego rodzaju, bez zgody autora jest zabronione!