niedziela, 12 maja 2013

Lilly


            Na dobry początek. Krótki kawałek, który napisałem całkiem niedawno. Miłej lektury :)



            Lilly była zabójczo piękna. Włoszka. Drobna, z pozoru delikatna. Tamtego wieczoru, gdy spotkałem ją w lombardzie Indygo, w dzielnicy przemysłowej Atlanty, wyglądała czarująco. Lśniła w delikatnym świetle jarzeniówek i od razu wiedziałem, że żadnej innej nie pragnąłem nigdy tak, jak jej.
            Uwielbiała, gdy czule przesuwałem palcami po jej uroczych kształtach. Powoli poznawałem każdy fragment jej przepięknej powierzchni. Cal, po calu. Gdy kładłem ją na łóżku, jej ciemna karnacja kontrastowała z bielą pościeli. Nacierałem ją olejkami, wydobywając z niej cudowny blask, a ona szeptała, jak bardzo mnie kocha.
            Gdy trzymając ją szedłem ulicą, czułem się niepokonany. Czułem, że mógłbym władać światem. Czułem w sobie moc.
            Tak... zabójczo piękna Lilly. Skrywała mordercze tajemnice. Ci, którzy ją znali, drżeli, gdy groziłem, że mogłaby którąś z nich ujawnić. Poznałem te wszystkie małe sekrety i wierzcie mi – gdybym spotkał Lilly z innym facetem, też bym się bał.
            Tak, jak wtedy, w barze Cocroach. Nie przypominam sobie zbyt wielu spelun, gorszych od tego miejsca i nie pamiętam, dlaczego poszliśmy właśnie tam. W każdym razie była przy mnie i to było wspaniałe. A tamten koleś usilnie próbował spieprzyć ten piękny nastrój.
            Złapałem Lilly i ścisnąłem jej język, a ona uwolniła jeden ze swoich sekretów.
            Huk wystrzału rozdarł zatęchłe powietrze speluny.
            Gdy ucichła, rozległ się cichy brzęk upadającej na podłogę łuski.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wszelkie Prawa Zastrzeżone

Wszystkie materiały zamieszczone na tej stronie są własnością Szymona Gonera!

Umieszczanie ich na innych stronach, publikowanie, przetwarzanie, lub prezentowanie publiczne innego rodzaju, bez zgody autora jest zabronione!